Recenzja „No Escape”: Owen Wilson ratuje swoją rodzinę w tym zgrabnym, rasistowskim thrillerze

>

Wspaniała forma nie musi oznaczać równie godnej uwagi funkcji: kiedy profesorowie szkół filmowych wyświetlają prace Leni Riefenstahl i D.W. Griffith, to dla kunsztu, a nie dla wiadomości.

Od historii zależy, czy przyszli studenci zaklasyfikują „No Escape” obok prac tych wcześniejszych autorów, ale można śmiało powiedzieć, że ten nowy film łączy w sobie autentyczne umiejętności filmowe i skuteczną edycję akcji z przerażająco rasistowskim podtekstem, w którym dokonuje się krwawa rewolucja w Azja ma znaczenie tylko o tyle, o ile niektórzy biali mogą zginąć.

Być może pamiętasz The Impossible, ostatni film o tsunami, w którym śmierć niezliczonych ofiar Tajów została w większości przemilczana na rzecz przetrwania anglosaskiej rodziny, na czele której stoją Naomi Watts i Ewan MacGregor. (Nieważne, że nawet prawdziwi bohaterowie opowiadanej historii byli Hiszpanami, a nie Szkotami czy Australijczykami).





dziwaczne rzeczy do zrobienia podczas seksu

Przeczytaj także:

No Escape podnosi stawkę jeszcze bardziej, ponieważ przypina zamach stanu do machinacji amerykańskiej firmy wodociągowej, jednocześnie czyniąc inżyniera tej firmy i jego rodziną jedynymi postaciami, o które powinniśmy się troszczyć. Filmowi nie przeszkadza nazwanie kraju, w którym to wszystko się dzieje; w istocie otacza naszych amerykańskich bohaterów krwiożerczym, bezimiennym Żółtym Niebezpieczeństwem.



Gdyby polityka rasowa była wszystkim, za co moglibyśmy oceniać ten film, rozmowa dobiegłaby końca; To, co sprawia, że ​​​​No Escape jest niemożliwe do całkowitego odrzucenia, to fakt, że reżyser John Erick Dowdle (As Above, So Below, który napisał wspólnie ze swoim bratem Drew Dowdle) zna się na rzeczy, jeśli chodzi o akcję i suspens. Pomiędzy scenariuszem a doskonałym montażem Elliota Greenberga (Chronicle) można znaleźć tutaj ogromną ilość napięcia i emocji; niestety, wszyscy są w służbie filmu, który jest naganny do szpiku kości.

NoEscape_BrosnanW brawurowej, długiej sekwencji otwierającej widzimy premiera [kraju bez nazwy] podpisującego umowę z amerykańską firmą wodociągową; Chwilę później przywódca zostaje zamordowany, podobnie jak inżynier firmy Jack (Owen Wilson) przylatuje z Teksasu z żoną Annie (Lake Bell) i młodymi córkami Lucy (Sterling Jerins, The Conjuring) i Beeze (Claire Geare, Incepcja). W samolocie spotykają łobuzerskiego i tajemniczego Hammonda (Pierce Brosnan), który po wylądowaniu podwozi ich do hotelu.

Zobacz zwiastun:



Następnego ranka telefony i telewizor są nieczynne w ich eleganckim hotelu, a kiedy Jack wychodzi po gazetę, zaczyna widzieć starcia między uzbrojonymi cywilami a policją. Kiedy wraca, ulice dosłownie spływają krwią i może tylko wciągnąć swoją rodzinę na dach budynku, podczas gdy watażkowie chodzą piętro po piętrze, zabijając wszystkich w hotelu. Przylatuje helikopter, ale nie po to, by ratować gości, a raczej spryskiwać ich ogniem z karabinu maszynowego.

Po dosłownym przeniesieniu siebie i swoich dzieci na inny sąsiedni dach, Jack i Annie uciekają, by ratować życie, próbując dostać się do ambasady USA lub gdziekolwiek indziej, gdzie można znaleźć sanktuarium. Zanim Hammond pojawia się ponownie, aby wyjaśnić, że zachodnie firmy finansują ekstrawaganckie projekty infrastrukturalne, na które biedniejsze kraje Trzeciego Świata nie mogą sobie pozwolić, aby ekonomicznie zniewolić te narody, jest już za mało, za późno, ponieważ prawie wszyscy Azjaci- nieokreślone pochodzenie w filmie zostało przedstawione z całą głębią zombie w Dawn of the Dead. (Jest jeden szlachetny miejscowy, który jest pomocnikiem Hammonda i kilku, którzy patrzą w drugą stronę, ale to jedyny wyjątek.)

Przeczytaj także:

Gdyby to rzeczywiście był film o zombie, byłoby wiele do polecania, od eskalacji paniki po realistyczny portret dynamiki rodziny przez głównych bohaterów, który Dowdles zadawali sobie trud napisania z pewnym stopniem prawdziwości. (A gdyby złoczyńcy byli zombie, nie byłoby wielkim problemem, gdyby tata Jack zabił jednego z nich, nie będąc przez to szczególnie nawiedzanym).

Jest takie modne powiedzenie w psychologii popu: gdyby wiedzieli lepiej, szliby lepiej. Może powinni tego uczyć w szkole filmowej, równolegle z montażem Birth of a Nation.

Kapitan Marvel druga scena po napisach

Uwagi